„Agrafka i sznurek…” w Portugalii cz. 4

Zachęcamy do lektury kolejne relacji Doroty i Bartka z „Agrafka i sznurek…”, z ich podrózy po Portugalskiej prowincji.

Barany, stadniny, owce i krowy po horyzont. Pastwiska i rozległe plantacje oliwek oraz plantacje bliżej nieokreślone. Miasteczka zatopione w nizinach i miasteczka wypiętrzone przez wzgórza z ich zamkami i klasztorami. Czasem jakiś wysprejowany hangar, czasem jakaś fabryczka lub jedynie pozostałości jej dawnej świetności, czasem rudery domostw, czasem poletka solarne lub wiatraki ospale obracające swoimi ramionami. Są też rzeczki lub ich wyschnięte koryta, lasy i krajobrazy bardziej w typie stepowym lub sawanny. Prowincja niby jak nasza, polska. A jednak w tej różnorodności brakuje billboardów i plakatów na parkanach. Na próżno szukać tablic świetlnych, ekranów dźwiękoszczelnych i wszelakich form przydrożnej reklamy, które wylewają się na podróżnika na polskich drogach wylotowych z miast, miasteczek i wsi.

Brak chaosu wizualnego sprawia, że podróże portugalskimi drogami są wyjątkowo malownicze. Na północy bardziej pagórkowo, na południu bardziej stepowo. Innych samochodów jak na lekarstwo. Drogi świetnie oznaczone i szerokie, nawet w górzystym terenie. Portugalia jest świetna na nieśpieszny roadtrip, nie tylko camperem i nie tylko na wybrzeżu.

468 ad