Agrafka i sznurek…”Sylwester w Bukowelu”

Zachęcamy do lektury najnowsze relacji Doroty i Bartka z „Agrafka i sznurek…”, którzy w poszukiwaniu śniegu wybrali się na zimowy wypad do Bukowela na Ukrainie…

Wyjeżdżamy na kilkudniowy reset w ukraińskich Karpatach, licząc na garstkę śniegu i skok do zimnego strumienia po posiadówie w rozgrzanej bani. W drodze towarzyszą nam ostatnie wigilijne krokiety made by Babcia oraz wspaniały pasztet z jelenia produkcji Mamy. Krokiety i jeleń nie doczekają postoju na granicy polsko-ukraińskiej, ale może to i lepiej dla nich. Znajomi, którzy wracali na Ukrainę przed polskimi świętami jechali z Wawy do Lwowa 20 godzin. Pozyem uvydym jak to będzie w przypadku wyjazdu pod koniec drugiego dnia świąt. Ukrainiec z Ubera, który podrzucił nas nas pod Kinotekę, twierdził, że jego znajomi jechali w święta ok 12 godzin. Czyli tendencja spadkowa 🙂 Przekonamy się już za kilka godzin. Na razie nastroje super, bo zero palm w kilkudniowej perspektywie, zero monsunu, zero wilgoci i zero wysokiej temperatury 🙂

Bukovel zapowiada się mega fajnie, bo to w miarę nowy ośrodek z w miarę nową infrastrukturą. Takie polskie Zakopane tylko mniej przeorane turystycznie. Jeszcze.

A sam Sylwester we Lwowie czyli przyjemne spotkanie z Pijaną Wisznią w cenach normalnych a nie oferowanych na Nowym Świecie 🙂

Kilka następnych dni zapowiada się wyśmienicie 😀

Na wyjeździe studenckim, a zapomniałem dodać, że jedziemy my dwoje + 40 studentów, za których odpowiada Dorota, wydarzyć może się wszystko. Tak też było i tym razem, kiedy jeden z zawianych uczestników poddał się działaniom fizyki i na zjeździe z ronda bezwładnie wyleciał z fotela. Nie miał szczęścia, bo siedział tuż przy kibelki, więc przepięknie poleciał prosto na schody. Skończyło się na postoju na stacji benzynowej, przyjeździe skoroy pomoshy i szyciu porządnie rozbitej głowy w szpitalu. Potem była jeszcze gonitwa za naszym autokarem, bo kolesiem długo zajmowano się w szpitalu a my nie mogliśmy czekać, bo tachograf kierowcy tykał nieubłaganie. Chłopak musiał nas ścigać taxi, ale spotkaliśmy się już po godzinie gdzieś dalej na trasie. Skończyło się na kilku szwach i nietuzinkowych wspomnieniach z ukraińskiego SORu, co swoją drogą, niewielu z nas zapewne doświadczy, a zatem koleś będzie to z czasem wspominać jak super przygodę 🙂

 

Zdaje się, że jeszcze 26 grudnia w Bukovelu śniegu nie było. Pierwsze płatki spadły z nieba tuż przed naszym przyjazdem 27 grudnia, po czym całe popołudnie biały puch napierdzielał bez przerwy że hej! Wspaniale jest wreszcie ten puch poczuć i zobaczyć po całym roku przerwy. Narty i snowboard olewamy, bo cali jesteśmy połamani, ale baniom, saunom i innym tego typu przybytkom nie odpuścimy. Wreszcie będzie okazja do kąpieli nagrzanego ciała w rzece lub jeziorku. Wspomnienia z Bajkału, mongolskiego Khuvsgula czy kirgiskiego Issyk-kula powracają, jak żywe 🙂

 

W Bukovelu można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Jasne, to taka Rabka Zdrój pod Zakopcem czy inne wioski kurortowe, wciąż jednak jest tutaj zachowany pewien balans, a w każdym razie, na pierwszy rzut oka, miejscowość takie sprawia wrażenie. To się pewnie zmieni w dniu samego Sylwestra, ale na razie jest naprawdę w porządku. Stoki zapełnione, ale dobrze zorganizowane. Do dyspozycji gości kurortu jest ok 60 kilometrów tras narciarskich. Może nie tyle co w Alpach, ale zdecydowanie jest gdzie pojeździć.

Na lokalnych bazarkach widło, mydło i powidło. W oczy rzucają się nalewki, koszulki w huculskie wzory i lisie futerka w cenie po 120 UAH za sztukę. Nie kupujemy, ale standardowo już dla nas, jesteśmy powściągliwi przed dalej idącymi ocenami. Tutaj futerka to pewna tradycja. Podobnie zresztą jak w nie tak wcale odległych czasach w Polsce. Prędzej zaadoptujemy lisa niż przywieziemy do Polski jego futerko, akceptujemy jednak, że w innych częściach świata ktoś może mieć na ten temat odmienne zdanie 🙂

A schodząc na bardziej przyziemne, lecz wciąż przyziemne tematy. Nalewka z zielonych szyszek sosny to coś co każdy powinien spróbować. Zostały nam jeszcze przeróżne trawy do testowania. Podobno występują tylko tutaj, na Huculszczyźnie. Pewnie to chwyt marketingowy lokalnego sprzedawcy, ale jutra i tak spróbujemy. Dobra nalewka nie jest zła. Szczególnie przy śnieżycach jakie od wczoraj mamy non stop w Bukovelu 🙂

468 ad