Agrafka i sznurek…”Nad Bugiem”

Zachęcamy do lektury najnowsze relacji Doroty i Bartka z „Agrafka i sznurek…” z nad Bugu….

Zawsze kojarzył mi się z Mekongiem, rzeką Li lub mityczną Orinoko. Być może powodem były malownicze zakola i rozlewiska leniwie i spokojnie wijące się wśród pól i łąk. Może chodziło o jakąś bliżej nieokreśloną dzikość, którą Bug ma jakby wpisaną w swoją istotę. A może chodzi o to, że prowadzi on na wschód i ze Wschodem się kojarzy. Może, jak pisał o tym kiedyś Stasiuk, w miejscu, w którym Bug łączy się z Narwią, zaczyna się mityczny i symboliczny Wschód? Jeśli przyjąć, że Polska leży „między wschodem a zachodem”, to rzeka Bug, której 50% leży na terenie Polski, sytuuje się po stronie wschodniej, czyli na wschód od Wisły. Pozostałe 50% tzw. obszaru zlewni Bugu znajduje się na terytorium Ukrainy i Białorusi – kraje te dzielą się rzeką niemal równo po połowie (Ukraina 27,4%, Białoruś 23,3%).

Konotacji ze wschodem jest znacznie więcej. Rzeka nie tylko stanowi naturalną wschodnią granicę Unii Europejskiej (na pewnym odcinku), ale też jej koryto jest najdalej na wschód wysuniętym miejscem Polski (w miejscowości Zosin). Ta nieuregulowana, wciąż dziko płynąca rzeka to ewenement na skalę Europy, a dla podróżników to taka niewielka dzikość na wyciągnięcie ręki. Można na przykład pojechać do nieodległego od Warszawy nadbużańskiego Kamieńczyka i wyobrażać sobie, jak wygląda koryto rzeki jeszcze dalej na wschód. Warto wtedy sobie przypomnieć, że zbudowany w XIX wieku Kanał Królewski łączy Bug przez Prypeć z Dnieprem. A to już jest prawdziwa egzotyka!

Dla nas Bug to jednak przede wszystkim egzotyka ściśle mazowiecka, lecz wcale nie mniej ciekawa. Gdy tylko uda nam się wygospodarować chwilę czasu między pracą i obowiązkami, uciekamy na zaprzyjaźnioną wieś, do rodzinnego siedliska, położonego nieopodal Bugu. To tam znajduje się skarpa, skąd widok na rzekę jest zdecydowanie najpiękniejszy. Jest tu tak sielsko, sielankowo i idyllicznie, że można by filmy kręcić . Na szczęście dość trudno tu trafić, więc najczęściej siedzimy tam sami. Czasem zawita jakiś wędkarz, myśliwy lub grzybiarz, ale zawsze ktoś miejscowy. Ciężko by tu trafić samemu, gdyż droga wygląda tak, jakby jej nie było, jakby nie było przejścia. Zresztą Bug ma wiele takich zakamarków. Kiedyś popłyniemy na nim kajakiem, najpierw w Polsce, potem może kiedyś, całą rzekę. Wtedy będzie można poczuć się niczym dziennikarz z National Geographic.

Ostatnio na przykład szukaliśmy drogi, którą dawno temu Bartek, razem z miejscową dzieciarnią, niemal codziennie, przez dwa miesiące szkolnych, niekończących się wakacji pokonywał tylko po to, aby się wykąpać w Bugu. Ścieżka już dawno zarosła trawą i krzewami, ale po długim krążeniu naokoło, dreptaniu, przedzieraniu się przez osty, zarośla i pokrzywy, w końcu udało nam się to dawne zejście do wody odnaleźć, przynajmniej topograficznie, bo zejścia i mini plaży już dawno nie ma. Ale jej istnienie potwierdził z cała pewnością napotkany chwilę później wędkarz, który na Bugu z pewnością zjadł zęby.

Gdy już znudzi się nam kontemplacja leniwie płynącego nurtu, zawsze można zakosztować bardziej kulturalnych rozrywek. W Ciechanowcu na przykład (pogranicze mazowieckiego i podlaskiego) w ramach muzeum rolnictwa jest chyba jedyne w Europie i może na świecie muzeum weterynarii. Na terenie sąsiedniego skansenu z kolei mieści się muzeum pisanki – jedno z trzech na świecie. Pozostałe dwa leżą na Ukrainie i Białorusi. Dokładnie tak jak Bug, przepływający przez serce Słowiańszczyzny.

Nieujarzmiona przyroda, prowincjonalny charakter, dzikie zakątki i interesujące miejsca warte odwiedzenia, tak właśnie wyglądają nadbużańskie okolice – takie lokalne Orinoko w wersji kresowo-słowiańskiej.

468 ad